Forum Mikronacje

Please login or register.

Login with username, password and session length

Author Topic: Marazm MOK ?  (Read 7289 times)

Juan Samirović el-Guevara de Vetonija

  • Ekspert
  • *****
  • Posts: 516
  • Skrijat Vśehslawiji
    • ZF Mikrosławii
Odp: Marazm MOK ?
« Reply #20 on: Kwiecień 30, 2009, 13:59:43 pm »

Rozumiem xP
Logged

Alojzy Pupka

  • Ekspert
  • *****
  • Posts: 680
    • O mnie, z Encyklopedii Wandejskiej
Odp: Marazm MOK ?
« Reply #21 on: Maj 01, 2009, 08:13:02 am »

Nie bóstwo, tylko przodownik, pionier inter-v-nacjonalistycznego komunizmu. I nie lokalny, tylko wszech-v-światowy.
Logged
lt-col Aloise Pupqa de Mandragorat du Vandistan
archegênere de Camarade-Vanda-Ville
électron de Ville Séculier Leben

Juan Samirović el-Guevara de Vetonija

  • Ekspert
  • *****
  • Posts: 516
  • Skrijat Vśehslawiji
    • ZF Mikrosławii
Odp: Marazm MOK ?
« Reply #22 on: Maj 01, 2009, 13:09:38 pm »

Nie bóstwo, tylko przodownik, pionier inter-v-nacjonalistycznego komunizmu. I nie lokalny, tylko wszech-v-światowy.

Taki wszech-v-światowy, to nie do końca, skoro nie wszędzie tow. Wanda znany był ;) Niemniej jednak, chętnie dowiem się więcej.
Logged

kazag

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Posts: 834
  • Swawolny Byk / Kazag Slobodanovic
    • Okoczia
Odp: Marazm MOK ?
« Reply #23 on: Maj 01, 2009, 15:21:13 pm »

@up
Tylko to na takiej zasadzie działa, jak np. buddyzm w realnym świecie. Zasięg ma ogólnoświatowy, bo prawdopodobnie w kazdym panstwie się jacyś buddyści znajdą. ale nie kazdy przecież musi wiedziec, czym buddyzm jest.
Logged
podróżnik Kazag Slobodanovic
znany również jako Swawolny Byk, Szaman Bitowy Okoczii
www.okoczia.cba.pl

Mardred von Salvepol-Nova Vita

  • Zaawansowany użytkownik
  • ****
  • Posts: 478
Odp: Marazm MOK ?
« Reply #24 on: Maj 01, 2009, 20:22:01 pm »

A'propo Wandy. Towarzyszu Pupko, mógłbyś podrzucić link do waszych pism, bo kiedyś widziałem, ale mi się zgubił.
Logged
KAROLINA XVI SZOSZOIN, KRÓL CIPROFLOKSJAŃSKI
Mardred Jakub von Salvepol-Nova Vita vel. Żelazny Żuk
Okoczia

Flaga brugijska, ale nie narzekam, przesłanie ważniejsze.

Alojzy Pupka

  • Ekspert
  • *****
  • Posts: 680
    • O mnie, z Encyklopedii Wandejskiej
Odp: Marazm MOK ?
« Reply #25 on: Maj 02, 2009, 11:10:34 am »

Może być ciężko, bo system stron wandejskich jest obecnie w rozkroku, między CiupakKomanderem, a Wandeą 2. Ale jak wyszperam, to wrzucę. Obiecuję.
Logged
lt-col Aloise Pupqa de Mandragorat du Vandistan
archegênere de Camarade-Vanda-Ville
électron de Ville Séculier Leben

Alojzy Pupka

  • Ekspert
  • *****
  • Posts: 680
    • O mnie, z Encyklopedii Wandejskiej
Odp: Marazm MOK ?
« Reply #26 on: Maj 02, 2009, 18:17:27 pm »

Pisma Wandowe: http://www.wandystan.eu/w/Pisma::Nauki_Wandowe

A o samym Wandzie np. to:
Quote from: Michas ‘Janek Krasicki’ Winnicki
Manifest Komunistycznej Partii Sarmacji
NIECH ZABŁYŚNIE TYSIĄC INTELEKTÓW!

Czym byłby sarmacki komunizm bez Zenona „Wandy” Przopszeżechowicza?1

Niczym.

Historia Komunistycznej Partii Sarmacji rozpoczęła się w czerwcowy poranek
w 1919 roku,na małej wioseczce w pobliżu Grodziska. Baron Włodzimierz Wień-
sko, członek sławetnego klanu Wieńsków, zasobnego w ministrów, baronów
i innych wyzyskiwaczy ludu pracy, klanu, w którym mężczyzna musi mieć imię
zaczynające się na ‘W’ zaspał. Robił to zresztą prawie zawsze. W końcu na jego
majątek pracowali fornale, chłopi i last but not least podczaszy Zenio. Nagle
zadzwonił telefon.

Podczaszy Zenio, który wszedł właśnie do salonu Pana,by uzupełnić braki w zak-
resie alkoholu w karafkach na stole, zawahał się,czy odebrać. Ale Pan spał nadal,
Zenio postanowił więc odebrać. „W końcu to może być Sędzia, Premier,albo ktoś
równie ważny,a jeśli nie odbierzemy tak istotnej wiadomości, Pan przegoni nas
po okolicznych polach chlastając pejczem,jak zazwyczaj”. Zatem Zenio odebrał.
Ta decyzja zaważyła na dalszej historii Sarmacji.

Dzwoniącym był bowiem nie kto inny jak Włodzimierz Iljicz Lenin. Twórca pierwszej
ojczyzny światowego proletariatu był już słabego zdrowia,a że w swej daczy pod
Wiaźmą miał telefon,często wydzwaniał pod losowo wybrany numer i podawał się
za węgierską pensjonareczkę. Tym razem jednak,po wybraniu numeru, poczuł, że
ten telefon może być ważny. Naprawdę ważny.

Zenio okazał się być osobą niezwykle pojętną. Wykład ‘Krótkiego kursu Historii
WKP(b)’ trwał zaledwie około 10 minut. W ciągu tych przełomowych dla Sarmacji
minut przyszły tow. „Wanda” zyskał swą świadomość klasową. Wkrótce po tej
rozmowie zdał zresztą po raz pierwszy do następnej klasy.

Pierwsze ogniwa KPS powstały w ciągu najbliższych dni. Do września 1919 roku
w każdym sarmackim mieście istniały już organizacje partyjne, choć tajna policja
krwawego księcia Mikołaja Mikołaja Kozaneckiego dawała się spiskowcom we
znaki.[...]
1 - nazwisko podane błędnie za oryginałem, przyp. A.P.

I sporo dłuższe, tudzież bardziej beletrystyczne:
Quote from: Marcin Antczak
MAŁA REWOLUCJA
Opowieść o tow. Zenonie "Wandzie" Przepżechowiczu
"Wszystko jest moralne, co prowadzi do zwycięstwa komunizmu"
W.I. Uljanow (Lenin)

To był zwykły, słoneczny dzień. W majątku baronów Wieńsko ludzie podlegli
jaśniepaństwu harowali w pocie czoła wiele godzin dziennie niezależnie od
pogody, aby zaspokoić potrzeby swojego zwierzchnictwa, które żyło leniwie i
zbytkownie.
W tym oto czasie pałacowe toalety szorował młody, ubrany w łatane bądź zupełnie
podarte szmaty, mężczyzna. Nazywał się on Zenon Przepżechowicz, znany też,
szczególnie później, pod pseudonimem "Wanda". Podczas swojej pracy myślał o
przypadkowo odebranym kilka dni temu podczas snu barona telefonie. Lenin... Tak,
sam Lenin wtedy dzwonił. Wyznaczył on Zenonowi bardzo ważne zadanie, z którego
ten sobie zdawał doskonale sprawę. Sam bowiem osiągnął podczas tamtej rozmowy
stan świadomości klasowej, a teraz miał w tym pomóc innym podległym
jaśniepaństwu.
Usłyszał jakieś bicie i potworny krzyk na korytarzu. Do tego dołożyły się
jeszcze jakiś szyderczy śmiech, kopanie i odgłosy plucia krwią. "Znowu ktoś
podpadł baronowi. Lepiej nie będę się stąd wychylał, bo i mnie jeszcze taki sam
los spotka" - pomyślał - "Ale to >>jaśniedraństwo<< (jak w myślach nazywał
arystokratów) jeszcze nam za to zapłaci."
Kilka godzin później towarzysz Wanda spojrzał na zegarek, który kiedyś dostał
za wzorowe umycie okien w pałacu. Dochodziła godzina dwudziesta pierwsza.
"Kolacja" - pomyślał - "Nareszcie". Wszyscy bowiem oczekiwali wieczornego
posiłku, jako że wtedy dostawali godzinę czasu wolnego przed sne, a poza tym
byli wówczas gorzej pilnowani przez strażników niż zwykle, wobec czego mogli
swobodniej rozmawiać.
Tego wieczoru dostali to, co zwykle - papkę w puszce. Jedli ją palcami, jako że
nie dawano im łyżek. Zenon przysiadł się do kilku swoich kolegów. Mieli oni doń
zaufanie, więc kontynuowali przy nim rozmowę (aczkolwiek szeptem):
- Podkop to zły pomysł. Może by tak zgłosić się do wyjazdu na targ miejski albo
do portu, a potem czmychnąć? - powiedział blondyn do siedzącego obok chudzielca.
- Coś ty! Wiesz, jak tam surowo pilnują? Nie ma szans ucieczki.
- Więc co proponujesz?
- No nie wiem.
- Po co uciekać? - wtrącił tow. Wanda - Powinniśmy raczej dokonać przewrotu i
opanować pałac.
- Moglibyśmy przy okazji się wzbogacić! - poparł go blondyn.
- Ale przecież strażników jest wielu... I w dodatku mają broń palną! Wystrzelają
nas jak kaczki! Poza tym nawet jakbyśmy przeżyli, ale akcja poniosła fiasko, to
skazano by nas na śmierć!
- I tak prędzej czy później umrzemy z wycieńczenia! Wolisz więc zginąć w walce
bądź być rozsztrzelany po nieudanym powstaniu czy paść od tej wyniszczającej
pracy? - odpowiedział tow. Wanda - Zresztą w kupie siła! Jak się należycie
zmobilizujemy, to wygramy!
- Pomyśl - czy rzeczywiście mamy cokolwiek do stracenia? - poparł go znów
blondyn.
- No fakt - przyznał im rację chudzielec.
Zaczęto agitację wsród pozostałych podwładnych baronów. Początkowo nie dawała
ona większych rezultatów, lecz Zenon i jego koledzy nie załamywali się. I tak na
przykład blondyn Krzychu, pracujący w kuźni (zbytkowni baronowie bowiem chcieli
mieć jak największą kolekcję szabel, a poza tym w stajni było wiele koni, które
potrzebowały podków) skrycie wytwarzał nadmiar szabel i kos (rzekomo dla
pracujących na pobliskim polu, również zaliczającym się do majątku), chudzielec
Zdzisiu jako treser psów myśliwskich (polowania były bowiem jedną z ulubionych
rozrywek jaśniepaństwa) starał się przekonać je do lojalności przede wszystkim
wobec niego samego (aby nie sprawiały kłopotu podczas późniejszego buntu, a może
i pomogły mu), a towarzysz Wanda, czyszcząc toalety, zabierał część chemikaliów,
aby móc ich użyć później jako broni. Wieści o tym rozchodziły się przy posiłkach
(wiadomo przecież, że byli wtedy dużo gorzej pilnowani) i pobudzały innych do
pójścia za ich przykładem.
Po kilku miesiącach większość służby była gotowa do powstania. Wciąż co prawda
zdarzali się sceptycy, a nawet niedoszli zdrajcy, tych jednak zmuszano (na ogół
siłą i szantażem) do milczenia bądź po prostu dokonywano skrytobójczych nocnych
mordów (oczywiście uważając na strażników), tłumacząc potem, że ktoś zginął z
wycieńczenia lub choroby (to były częste przyczyny zgonów, więc nikt nie wdawał
się w szczegóły). Czekano tylko na odpowiednie hasło...
I tak oto któregoś dnia służba zgromadziła się w swoich pomieszczeniach,
odmówiwszy pracy. Na nic zdały się prośby i groźby barona i jego prawej ręki -
starego majordomusa znanego z niezwykłej surowości. Gdy ochrona chciała siłą
zmusić podwładnych jaśniepaństwa do zajęcia się powierzonymi zadaniami, ci
wyciągnęli wszelką broń ze skrytek.
Tak więc rozpoczęła się zażarta walka. W ruch poszły pałki, widły, noże,
szable, łopaty, miotły, "tulipany", koktajle Mołotowa (wielu butelek nie
wyrzucano, a przerabiano na te właśnie rodzaje broni, a niektórym mechanikom
udało się ukraść trochę paliwa z samochodów jaśniepaństwa), chlor (zdobyty przez
tow. Wandę podczas czyszczenia toalet), a nawet pięści. Starcie szybko
przerodziło się w rzeź - najpierw buntowników, a później ochrony, dosłownie
tratowanej przez powstańców, do których dołączyły psy, które dzięki przywiązaniu
do Zdzisia były gotowe za nim nawet wskoczyć w ogień. Obie strony odznaczały się
okrucieństwem - w powietrzu latały poodcinane różne części ciała, a krew
tryskała strumieniami. Służba była bezlitosna w dokonywaniu samosądów. Częste
były również gwałty na kobietach z otoczenia barona, jak choćby na młodej żonie
majordomusa (po uprzednim rozerwaniu na strzępy jej męża). Rabowano także
wszelkie cenne przedmioty.
Odezwał się huk zdobytych na zabitych strażnikach karabinów i pistoletów.
Rebelianci podeszli pod salon, gdzie opór był bardzo silny. W tym samym czasie
towarzysz Wanda walczył pistoletem z ochroną przy jadalni. Zauważył, że w jednym
z opustoszałych miejsc (jakie tworzyły się tam, gdzie rozpylono chlor bądź użyto
koktajli Mołotowa) grupa ludzi w maskach przeciwgazowych biegła w stronę
wyjścia. Spostrzegł wśród nich niskiego, krępeg mężczyznę. "BARON!" - pomyślał.
Chciał strzelić z pistoletu, ale okazało się, że nie ma już amunicji - całą
zmarnował. Wziął więc do ręki stojącą obok wykonaną z brązu figurkę seniora
rodu, cisnął prosto w głowę barona i... poczuł straszliwy ból z tyłu, mimo że
ludzie z ochrony arystokraty nie zauważyli go - uciekli, wlokąc za sobą zwłoki.
Padł na ziemię. Ktoś z tyłu okładał go kolbą karabinu. Zenek myślał, że już nikt
go nie uratuje, gdy wtedy to tuż obok jego ręki upadła ścięta głowa. Ciosy z
tyłu ustały.
- Wstawajcie, towarzyszu Wanda - (tak bowiem Zenek kazał od pewnego czasu się do
siebie zwracać) powiedział ktoś i podał dłoń, którą ranny złapał i powstał.
Zobaczył on przed sobą Krzycha.
- Dzięki, towarzyszu - rzekł. Ostatnio zwracał się do wszystkich per
"towarzysz".
- Spójrzcie tam - odpowiedział mu blondyn.
Jako że byli na piętrze, zobaczyli na parterze leżącą brązową statuetkę, a obok
kałużę krwi. W tym samym czasie zaczęły ucichać strzały i krzyki.
Towarzysz Wanda uśmiechnął się.
- Nic wam poważniejszego się nie stało? - spytał blondyn.
- Nie, właściwie nic - Zenek podniósł pistolet, choć cicho pojękiwał z bólu -
Chodźmy walczyć dalej.
- Ależ towarzyszu, to już koniec. Pałac opanowany. Wygraliśmy.
- Co nie znaczy, że możemy spocząć na laurach.
- Przecież baron chyba nie żyje. Nie mógł przeżyć ciosu brązową statuetką w
głowę.
- Owszem, może i nie żyje. Ale widziałem, że w tamtej grupie był także jego brat
i kilku ochroniarzy. Oni uciekli. Co z resztą ludzi barona?
- Wyrżnęliśmy wszystkich w pień. Kazaliście nam nie brać jeńców.
- Bardzo dobrze. Ale wiedzcie, że tamci mogą wezwać wojsko. A to oznacza
problemy.
- Chodźmy do jadalni. Tam zgromadzili się nasi.
Poraniony tow. Wanda i jego nie mniej poharatany kolega weszli do jadalni, gdzie
czekali rebelianci. Skandowali oni na cześć swojego przywódcy.
- Niech żyje towarzysz Wanda! - rozlegał się okrzyk.
- Towarzysze, proszę o ciszę! - zawołał Zenon. Wrzawa ucichła - Słuchajcie,
opanowaliśmy pałac, ale oto i grozi nam nowe niebezpieczeństwo. Brat barona
uciekł i teraz może sprowadzić na nas wojsko.
Pełen nerwów i niepokoju szmer i szept ogarnął salę.
- A przecież i tak wielu z nas zginęło już w czasie powstania - ciągnął dalej -
Wobec tego zarządzam ewakuację. W ciężarówkach należących do majątku zostało
jeszcze trochę paliwa. Poza tym mamy kilka furmanek. Załadujemy się do nich,
zabierzemy także jak najwięcej cennych rzeczy i, wyjeżdżając, podpalimy to, co
zostało z pałacu. A więc do dzieła, towarzysze! Musimy zdążyć, zanim wojsko tu
będzie!
Rozpoczęto ładowanie cennych przedmiotów do ciężarówek i na furmanki. Nie obyło
się bez krzyków, sporów, a nawet bójek. Każdy bowiem chciał mieć jak najwięcej
dla siebie. W międzyczasie ranni zakładali sobie improwizowane bandaże ze szmat.
- Dokąd pojedziemy? - spytał chudy Zdzisiek towarzysza Wandę - Przecież wojsko
może wziąć nas w kocioł.
- Czekajcie, mam pomysł. Pójdę porozmawiać z Władziem - on był stajennym -
odrzekł tow. Wanda.
Po chwili wrócił i powiedział:
- Ja i Władziu pojedziemy konno na zwiad.
Natychmiast Zenek i eks-stajenny przystąpili do działania. Wsiedli na jednego z
ocalałych koni i pognali na południowy - zachód. Jako że pałac baronów znajdował
się raczej na odludziu, mijali głównie łąki i lasy. W pewnej chwili Władziu
zatrzymał konia i krzyknął:
- Spójrzcie tam, towarzyszu! Wojsko!
Istotnie - z przeciwka nadciągały wozy pancerne, piechota i kawaleria.
- Podajcie mi swój karabin - rzekł tow. Wanda.
- Po co? - spytał zdziwiony kolega - Przecież i tak nie mamy szans w walce!
- Dajcie - nalegał Zenon.
- No w porządku.
Towarzysz Wanda zsiadł z konia, ściągnął białą, acz brudną i czerwoną od krwi
podkoszulkę, po czym odebrał karabin, przywiązał ją doń i z powrotem wsiadł.
- Mamy teraz białą chorągiew - rzekł - Jedziemy jako poselstwo. Nie powinni nam
nic zrobić.
- Wio! - rzekł Władziu do konia i popędzili w stronę wojska, wymachując
improwizowaną białą flagą. Istotnie, nikt do nich nie otworzył ognia.
- O co chodzi? - spytał dowódca - Poddajecie się? - uśmiechnął się ironicznie.
- Nie, ale mamy propozycję... - odrzekł mu Zenek.
Zaoferował żołnierzom część łupów w zamian za rezygnację z ataku na pałac.
Chciwy, lecz naiwny dowódca początkowo się opierał, później jednak zdał sobie
sprawę, że za pertraktacje z buntownikami nic poważniejszego go nie czeka
(ówczesna armia sarmacka była bowiem mało karna, niezdyscyplinowana i
skorumpowana) i zgodził się. (Gdyby o tym wiedział brat barona... Ech.) Pojechał
konno razem z nimi do majątku, aby przy okazji sprawdzić, czy rzeczywiście
buntownicy mają coś cennego w swoich rękach. Towarzyszyło mu kilku ochroniarzy,
również konnych, ale nie stanowili oni większej siły.
Na miejscu tow. Wanda pokazał mu ciężarówki i wozy obładowane dziełami sztuki,
po czym kazał go zgładzić. Poderżnięto mu gardło, a następnie rozprawiono się z
jego ochroną.
- Nie zabija się posłów! To sprzeczne z zasadami dyplomacji! - krzyknął Marek
Skwarek, przed Wielką Wojną ambasador w Scholandii, później za scholandofilię
zesłany na roboty w majątku barona Wieńsko jako kucharz (jego hobby była bowiem
gastronomia) - Jak możecie, towarzyszu Wanda?!
- Jak mawiał wielki Lenin, "wszystko jest moralne, co prowadzi do zwycięstwa
komunizmu". Wierzcie mi, towarzyszu, wiem, co robię.
Potem Zenek wydał rozkaz podpalenia pałacu i wyjazdu w stronę morza, uprzednio
jednak zabrawszy pamiętną brązową statuetkę. Był pewien, że wojsko, pozbawione
swojego (jakże naiwnego, ale jednak posiadającego resztki autorytetu) dowódcy
rozpierzchnie się (taki był stopień rozkładu armii sarmackiej).
Oddalali się od wielkiej pochodni, w jaką zamienił się majątek. Prowincjonalną
szosą ciągnęła się kawalkada furmanek, ciężarówek, koni i maszerujących ludzi.
Po drodze skończyło się paliwo w ciężarówkach (dużo go bowiem zużyto na koktajle
Mołotowa), w związku z czym ich ładunek przeniesiono na wozy bądź objuczono
konie. Cała kolumna posuwała się w kierunku Torfowca - mieściny portowej, do
której jednak często zawijały po drodze zagraniczne statki (zniszczonej przez
wojska okupacyjne w 1940 r. za współpracę z SAL1). Przeczucia tow. Wandy się
sprawdziły - wojska nie napotkali. "A pomyśleć tylko, że być może północna część
>>kotła<< zbliża się właśnie do gruzowiska" - zaśmiał się w myślach.
W miasteczku nie było garnizonu, policję zaś przekupiono kilkoma błyskotkami.
Mieszkańcy byli zadziwieni, trochę nawet przerażeni, ale nikomu nic nie
zgłosili. Akurat w porcie stał stary tankowiec, którego kapitan za pewną opłatą
(w dziełach sztuki oczywiście - innej waluty powstańcy prawie że nie mieli)
zgodził się przetransportować ludzi tow. Wandy za granicę jako nielegalnych
imigrantów. Obiecał także zabrać wozy. Chudy Zdzisiu zauważył, że przywódca nie
wsiada na pokład.
- A wy co, towarzyszu, zostajecie? - spytał.
- Tak. Przede mną jeszcze wiele do zrobienia.
Uścisnęli sobie ręce, po czym Zenek pożegnał jeszcze wielu innych towarzyszy i
poszedł do sklepu, gdzie kupił trochę taniego wiśniowego wina, jako że miał przy
sobie parę libertów. Wypił go bardzo niewiele - chciał zostawić sobie trochę na
później, a poza tym nie mógł się upić, gdyż musiał iść dalej. Wyciągnął tę
pamiętną brązową statuetkę i obejrzał ją, po czym poszedł w dal.
- Do zobaczenia w nowej Sarmacji... - syknął przez zęby.

KONIEC
1 - Sarmacka Armia Ludowa, przyp. A.P.

Towarzysz Wanda uświadamia klasę robotniczą:


Jak chcecie jeszcze jakieś źródła, to wołać ;)
Logged
lt-col Aloise Pupqa de Mandragorat du Vandistan
archegênere de Camarade-Vanda-Ville
électron de Ville Séculier Leben

Mardred von Salvepol-Nova Vita

  • Zaawansowany użytkownik
  • ****
  • Posts: 478
Odp: Marazm MOK ?
« Reply #27 on: Maj 02, 2009, 20:19:15 pm »

Dziękuję :)
Logged
KAROLINA XVI SZOSZOIN, KRÓL CIPROFLOKSJAŃSKI
Mardred Jakub von Salvepol-Nova Vita vel. Żelazny Żuk
Okoczia

Flaga brugijska, ale nie narzekam, przesłanie ważniejsze.

Alojzy Pupka

  • Ekspert
  • *****
  • Posts: 680
    • O mnie, z Encyklopedii Wandejskiej
Odp: Marazm MOK ?
« Reply #28 on: Maj 02, 2009, 23:44:09 pm »

Cała przyjemność po mojej stronie :)
Logged
lt-col Aloise Pupqa de Mandragorat du Vandistan
archegênere de Camarade-Vanda-Ville
électron de Ville Séculier Leben

Juan Samirović el-Guevara de Vetonija

  • Ekspert
  • *****
  • Posts: 516
  • Skrijat Vśehslawiji
    • ZF Mikrosławii
Odp: Marazm MOK ?
« Reply #29 on: Maj 03, 2009, 13:57:52 pm »

Zacny człowiek  8)
Logged