>Przecież kiedyś do matki mówiło się: Pani Matko,
A jeszcze bardziej kiedyś ludzie reprodukowali się z pierwszym lepszym przedstawicielem własnej rasy. I to też było dobre? Dobre, bo tradycyjne?
>dzieci miały szacunek do swoich rodziców, a dzisiaj dzieci krzyczą po rodzicach
Kiedyś rodzice stanowili autorytet dla dzieci- w rodzinach inteligenckich, mieszczańskich bo do czegoś w życiu doszli i byli starsi, a wśród chłopstwa i szlachty bo to rodzice decydowali o podziale majątku. Od młodzieżowej rewolucji w 1968 roku młodzi ludzie mogą wreszcie samostanowić- staliśmy się bardziej niezależni, znaczymy więcej i możemy więcej. A prawda jest taka, iż nic, nawet szacunek, nie należy się z definicji. Ci rodzice, którzy sobie zasłużyli na szacunek powinni być szanowani. A ci, któzy tego nie poczynili, mogą się w d... pocałować. Koniec, kropka.
>Ok, nie dyskutujmy już na temat klapsów, bo to chyba jest bezcelowe, jedyne co chce dodać, dostawałem klapsy, które nie wzbudziły we mnie żadnej nienawiści, nie biłem kolegów z klasy, a wśród znajomych mam opinię osoby ze stoickim spokojem. To, że jestem kłótliwy i uparty to wina mojej liberalnej matki.
To możesz uznać się za wyjątek. Każda doznana krzywda rodzi potrzebę odreagowania jej. Ludzie nieco dojrzalsi różnie to robią- wypłakując się w obecnosci przyjaciółki, spijając się do nieprzytomnosci z kumplami, czy niszcząc jakieś przedmioty. Dziecko nie ma takiej możliwości- od maleńkieg uczy się je, by nie płakało, nie zawsze ma przyjaciół, którym mogłoby się wypłakać i nie zawsze rozumie, iż lejąc po pysku niewiele się załatwi. Jak więc odreagowuje stres? Tak jak rodzice. Na słabszych kolegach w szkole, czy na podwórku. To błędne koło- rodzice są coraz bardziej sfrustrowani, więc biją częściej. Tak więc i dziecko częściej odreagowuje. Etc, etc. Zresztą, jak to wygląda:?
Jak mi, chlast, jeszcze raz, chlast, to zrobisz, chlast, to pożalujesz, chlast
Przy czym większośc rodziców dawkuje jedno uderzenie na słowo, bo tak łatwiej rytm złapać.
Ja byłem bity za byle głupstwo i wyżej wymieniony mechanizm działał znakomicie na moim przypadku. Wraz z kolejnym miesiącem kar rósł i poziom odreagowania na słabszych. Od początku miałem (i dalej mam) moco zachwiane zdolnosci nawiązaywania normalnych relacji z kimkolwiek. Przemoc w domu nauczyła mnie jednego- jak ci się coś nie podoba, pokaż to wszystkim. W moim przypadku nie było czegoś takiego, jak "koledzy z podwórka". Rodzice nie pozwalali mi wychodzić do "obcych", nikt też nie mógł pojawić się u nas w domu. Odwiedziny były ograniczone w zasadzie do sześciu osób- babć, dziadków, cioci i kuzyna. Przyprowadzenie kolegi do domu było traktowane jak niewybaczalny grzech. I odpowiednio "nagradzane".
Aż do końca 6. klasy SP byłem całkowicie zamknięty w swoim świecie. Dlatego tak kochałem (i dalej kocham) wszelkeij maści książki. To one zajmowały mój czas, to one żywiły mój świat. Tak, to było na krawędzi wariatkowa. Zresztą, cały czas jestem przy cieńkiej granicy. Gdyby nie to, nigdy nie sięgnąłbym po Filozofię i byłbym dizś zupełnie innym człowiekiem.
Potem, po przejściu do gimnazjum i całkowitej zmianie otoczenia, ostro te lata zamknięcia odreagowałem. Zupełnym otwarciem. I za to też zapłaciłem potem dużą cenę. Fizycznej przemocy wyrzekłem się już w 5 klasie SP i, jak do dziś, ani razu nikogo nie uderzyłem, a przemoc fizyczna pozostaje dla mnie zawsze ostatnią możliwością. Co mi dała przemoc rodziców? To mi dała, ze z radosnego i przyjaznego dziecka (jakim PODOBNO byłem, mając 5-6 lat), stałem się zrzędliwą i irytliwą gadziną, której wiecznie coś nie pasuje i która wiecznie myśli inaczej. Czyli, wypisz wymaluj, wpisałem się w moich rodziców. Z tą róźnicą, ze swych frustracji nie popieram już podnoszeniem ręki na słabszych.
Dziecko jest bezbronne- uderzenie i poniżenie go sprawia, iż z radością czeka na dzień, w którym będzie dość silne, by oddać. Bicie dzieci nie zawsze rodzi skłonność do agresji- budzi skłonność do bicia. Legitymizuje znęcanie się nad słabszymi. Dziecko nie rozumie, że uderzenie kolegi jest złe, bo przecież mamusia i tatuś tak czynią, a zawsze mają rację.
>Pisałeś o wartościach podstawowych, takich jak wiara, kultura osobista, szacunek i posłuszeństwo. Ja np. nie zamierzam swoim dzieciom wpajać zasad żadnej wiary, raczej będę chciał im przedstawić każdą religię taką jaką jest, aby samo mogło wybrać. Dlatego za tak samo chore uważam lekcje religii katolickiej, w miejsce religioznawstwa albo etyki.
Jeżeli ktoś wmawia swojemu dziecku, że jak będzie niegrzeczny to pójdzie do piekła, gdzie go szatan będzie smołą przypiekał, to z całym szacunkiem, ale jest psychicznie chory. A takie bzdury opowiada się dzieciom w przedszkolach na katechezach. i W podstawówkach też.
>Ja tolerancji nie uważam za największą wartość na świecie. Odłamywanie się od norm jest fatalne w skutkach, bo wyobraźmy sobie, że na drogach każdy ma swoje zasady.
wszelka próba uniwersalizacji jest bardziej fatalna w skutkach, bo prowadzi do nieuchronnej wojny. Takie zasady, jak np. kodeks drogowy to nie są żadne normy, tylko konwencje regulujące życie społeczne. Siadając za kierownicą w Reczpospolitej Polskiej zgadzasz się, że będziesz przestrzegał kodeks drogowy RP. Pracując w Polsce zgadzasz się na przestrzeganie prawa pracy. I tyle. Jest do dobrowolne- nie zgadzasz się, to nie jedź.
Natomiast, jak to nazwałeś, "odstępstwo od norm" pojawia się zawsze i wszędzie. Czemu? Ano temu, ze nie ma takich norm. Każdy myślący człowiek jest Inny i indywidulany. Chyba, że oddaje władzę nad swoim postępowaniem i osobowością w ręce innych. Lub ktoś go zmusza do mieszczenia się w wyznaczonych odgórnie normach. Przykładów tego znamy kilka. Najbardziej znany to brunatny przykład III Rzeszy, czerwony przykład ZSRR oraz biało-żółty KK.
>Granica pomiędzy normalnością, a szaleństwem jest bardzo wąska i nie wpuszczanie do sklepu z powodu koloru włosów chyba tą granicę przekracza, zaś inne rzeczy, które mogą z czegoś eliminować chyba już nie muszą.
No jasne! A odmówienie małżeństwa z powodu orientacji seksualnej? To dopiero bzdura!
Niczym się nie róźniąca od koloru włosów. Tak jak mogę chcieć przefarbować sobie włosy na dowolny kolor, tak też mogę puszczać się z kim chcę. A państwo, jako neutralne swiatopoglądowo nie może mnie za to karać.
>No nie wiem, zawsze taką metodę stosowałem jak mi z jakiegoś przedmiotu jednej setnej do wyższej oceny brakowało i działało
Czyli nie zmieściłeś się w normach. Jechałeś pod prąd. A do czego to doprowadza?
>Czasami nie da się tak ułożyć sprawdzianów, żeby pasowało. Nie zawsze wynika to ze złośliwości.
Owszem. Czasem ze zwykłego "teraz albo nigdy".